Marchewkowy krem

  Nie przepadam za zupami, zwyczajnie nie smakują mi. Za to uwielbiam kremy, które moim zdaniem w żadnym stopniu nie przypominają zupy, oprócz tego, że podane są w głębokim talerzu. Z marchewek, a także z cukinii to moje dwa ulubione kremy. Dzisiaj przychodzę do Was z przepisem na jeden z nich.

Krem Marchewkowy 

Potrzebujesz:
700g marchewek
40g masła
2 małe cebule
3 ząbki czosnku
2cm startego korzenia imbiru
1 pomidor
700g bulionu warzywnego
pieprz do smaku
ziarenka słonecznika
 
   W garnku rozpuść masło i wrzuć pokrojoną w kostkę cebulę. Gdy cebula zacznie się podsmażać, dodaj starty imbir i pokrojony w plasterki czosnek. Następnie dodaj obraną i pokrojoną marchewkę, a także pokrojonego w kostkę pomidora. Razem wszystko podsmażaj przez 3 minuty. Całość zalej bulionem warzywnym i gotuj przez 20 minut. Gdy minie 20 minut dodaj według uznania pieprz. Wszystko zmiksuj malakserem. Gotowy krem posyp ziarnami słonecznika.
Smacznego!


Smacznego!

8 kwietnia 2017 - 6 komentarzy

Zmiana / Pink, Blue

  Zmiany są częścią życia każdego z nas. Bywa, że z jakiegoś powodu obawiamy się ich. Zmiany nie są bolesne. To nasze rozwlekanie ich i rozmyślanie sprawia je takimi. Zmiany czasami są  zaplanowane, a czasami pojawiają się nagle, niespodziewanie. Każda z nich posuwa nas naprzód i uczy nowych rzeczy. Gdy jest to zmiana na dobre, to jest to powód do świętowania. Częściej jednak, w pamięci zostają te gorsze, które były powodem naszych zmartwień. Jak wspomniałam zmiany często są nieuniknione, więc po co zamęczać się takimi, na które nie mamy wpływu? Mamy tylko jedno życie a marzeniem każdego jest przeżywanie tylko radosnych chwil.

   Jeśli na coś naprawdę nie mamy wpływu, chociaż próbujemy, ogarnia nas stres, zdenerwowanie, żal i same negatywne emocje. Psujemy swoje zdrowie, zamęczamy się wszystkim i czujemy się bezsilni. Gdy wszystkie złe emocje przeminą, zyskujemy czas na radość, na odpoczynek i na przejście do lepszych rzeczy. Na własnym przykładzie mogę potwierdzić, że właśnie takie sytuacje pokazują nam rzeczy, które nie zawsze dostrzegamy w codzienności. Chociaż zmiana swojego nastawienia z dnia na dzień nie jest łatwe to szybkie uporanie się z problemem przyniesie nam ulgę. Ważne jest, żeby pożegnać się z przeszłością, do której już nie chcemy wracać i zrobić kroku do przodu. Potrzeba tylko odwagi.


   Uwielbiam dzisiejsze zdjęcia za kolory. Jakiś czas temu szperając po zimowych wyprzedażach w internecie, trafiłam na kurteczkę, którą mam na sobie. Uwielbiam różowy, więc futerko w takim kolorze od razu podbiło moje serce. Jedynym dylematem był nadruk na plecach. Początkowo nie byłam do niego przekonana, ale na ten moment jest to moja ulubiona kurtka, a nadruk dodaje jej tylko oryginalności. Pogoda dopisywała cały dzień i chociaż od kilku dni prognoza wróżyła pochmurną sobotę, było zupełnie inaczej. Wreszcie mogłam wyjść w dżinsowej kurtce, a pod spodem mieć tylko krótki rękawek i nie zmarznąć. Uwielbiam taką pogodę, chociaż nic nie przebije ciepłych, letnich dni.



Miłego dnia.

Spodnie - Bershka | Kurtka - Zara | Bluzka - Zara | Okulary - FantasEyes
 
25 marca 2017 - 12 komentarzy

Druga szansa dla awokado

  Kiedy wiesz, że za godzinę czeka cię cały dzień nauki, chcesz przez ten czas jak najlepiej wypocząć, aby mieć dużo energii. Po szkolnym tygodniu, w weekend ogarnia mnie zmęczenie. Kiedy się budzę, jedyne na co mam ochotę to dzień spędzony w łóżku. Najlepiej bym z niego nie wychodziła.


  Trzeba jednak wstać, ubrać się, pościelić łóżko, zjeść śniadanie, a potem czekają już tylko podręczniki i praca domowa. Przepyszne śniadanie to podstawa mojego weekendu. Bez niego się nie obejdzie. Znienawidzone przeze mnie awokado dostało drugą szansę. W sałatce i na kanapce na surowo nigdy mi nie smakowało. Pomijając guacamole, którym objadałam się będąc w Ameryce. Teraz spróbowałam go pod inną postacią. Upieczone awokado z jajkiem mogłabym jeść codziennie.

  Przygotowanie takiego awokado to nic trudnego, a co najważniejsze nie zabiera nam zbyt dużo czasu. Faktycznie pieczenie trwa aż 25 minut, ale przez ten czas przecież nikt nie każe nam stać z wlepionym wzrokiem w piekarnik, odliczając minuty do oczekiwanego śniadania.

 Jak przygotować takie śniadanie? Już wam piszę, to mega proste.

Potrzebujesz:
1 dojrzałe, miękkie awokado
1 jajko
pieprz
sól
koperek/natkę pietruszki

  Piekarnik nastaw do 200°C i zaczekaj, aż się rozgrzeje. W tym czasie awokado przekrój na pół i wyjmij z niego pestkę. Całe jajko na pewno się nie zmieści, więc na oko wlej tyle, aby się nie wylewało. Teraz wsadź awokado na 25 minut do piekarnika. Upieczone posypujemy pieprzem, solą, koperkiem lub natką pietruszki. To tyle, już gotowe!
Smacznego!


25 lutego 2017 - 3 komentarzy

Nie poddawaj się

   O tym mówi się w kółko. Każdy potrafi ględzić na ten temat. Słyszymy to hasło niezliczoną ilość razy, a pomimo, że każdy z nas jest dobrze zapoznany z tym słowem, nie zawsze postępuje zgodnie z tą krótką instrukcją.


Nie poddawaj się!

  Oklepany zwrot, oklepany temat. Nie bez powodu słowa te zawsze są w pobliżu. Nie wystarczy jeden dzień, aby zmienić się na lepsze, osiągnąć cel. Bez względu na to nad jakim celem się pracuje, nie wolno o nim zapominać, przerywać go. Efekty mogą być godne podziwu, ale tylko wtedy gdy w 100% dojdziemy do niego. To nie dzieje się z dnia na dzień, żeby coś osiągnąć, trzeba ciężko pracować. Łatwym przykładem jest odchudzanie, które jest zmorą większości z nas. Nie wystarczy na kartce rozpisać treningu i ułożyć idealnego jadłospisu. Żeby coś osiągnąć, trzeba wykonać krok do przodu. Trzeba ciężko nad tym pracować, wtedy efekty będą powodem do dumy. Pomyśl nad tym co chciałbyś wprowadzić do swojego życia jako dobrą zmianę. Idź za tym. Moim celem jest zdrowsze odżywianie i wprowadzenie aktywności. Przyłożę się do tego. Najłatwiejszym sposobem jest, aby każdego dnia robić przynajmniej jedną rzecz, która przybliży nas do spełnienia marzenia.


Kurtka -  | Sweter - H&M | Spodnie - Mango | Buty - Vagabond

19 lutego 2017 - 9 komentarzy

Kalifornia 2016 | Podsumowanie

  Posty z podsumowaniem roku to coś, co sprawia mi ogromną radość. Wybierając zdjęcia, które wam udostępnię, wszystkie wspomnienia natychmiastowo wracają.



  Moje wakacje zaczęły się dosyć wcześnie, bo pod sam koniec maja. Zamęczałam Was tutaj wieloma postami z tego miejsca. Chodzi mi oczywiście o Kalifornię. Głupio się przyznać, ale przed wyjazdem nie marzyłam za bardzo o podróży do Stanów. Oglądanie zdjęć z tego miejsca, sprawiało mi przyjemność, wszystko wyglądało jak z innego świata. Jednak moim największym marzeniem od zawsze był Londyn (w którym znalazłam się w 2016 roku, aż dwa razy, szkoda tylko że na lotnisku haha), oczywiście do czasu, aż nie dowiedziałam się, że mam możliwość spędzenia wakacji w Kalifornii i pobliskich stanach. Od tamtego momentu końcówka maja była najbardziej wyczekiwanym przeze mnie okresem w 2016 roku.

   Jestem z siebie dumna, że walizka zamknęła się bez problemu, co więcej waga także nie przekraczała limitu. To był wyczyn, ponieważ pakowałam się na całe 22 dni. Sam lot wywołał we mnie wiele emocji. Szczerzę mogę powiedzieć, że nienawidzę latania i zawsze się tego boję. Mój najdłuższy lot do tamtej pory trwał 2 godziny. Myśl o 12 godzinach z dodatkową przesiadką wywoływała u mnie ból brzucha. Nie spałam cały lot, oglądałam seriale Disneya, wiercąc się ciągle, ponieważ nie mogłam znaleźć wygodnej pozycji.


   Gdy wylądowaliśmy na miejscu, dopiero uwierzyłam, że na prawdę tu jestem. Od samego wyjścia z samolotu, byłam pod wrażeniem i chciałam zobaczyć jeszcze więcej. Szeroka ulica z żółtymi pasami, ogromne znaki, żółte, szkolne autobusy, jak wyjęte z amerykańskiego filmu i nowoczesne budynki to coś, co zobaczyłam wychodząc z lotniska. Niby coś zwyczajnego, a jednak wyglądało zupełnie inaczej niż w Polsce...

  A co dalej? Stwierdziłam, że pisanie tego posta zajęła by mi wieczność. Same zdjęcia idealnie opiszą wszystko, co zwiedziłam, zobaczyłam. Więc zapraszam do oglądania.
 



2 lutego 2017 - 6 komentarzy
Copyright © 2009–2015 Joanna Szwed
Template: Wojtokuba.pl